Tablica ogłoszeń!

Informuję, że recenzje, które pojawiają się na blogu są tekstem mojego autorstwa i zostały przeniesione z bloga "Just one more page...", którego również jestem autorką, a którego działalność zamierzam zamknąć.
Pozdrawiam serdecznie,
Ewelina!

czwartek, 7 września 2017

Kilka chwil z mojej codzienności.

Od pewnego czasu mam mały zastój w pisaniu postów i dużo emocjonujących dni za sobą...
Dwa tygodnie temu zaczęłam urlop. Miał być spokojny, miałam odpocząć, odetchnąć i nabrać energii. Udało mi się to osiągnąć może tylko na chwilę. Jutro już wracam do pracy, a ja jestem zmęczona tak samo jak byłam przed. Potrzebuję jeszcze tygodnia, aby móc się zregenerować. Bo jak się okazało siedząc w domu, nie umiem odpoczywać. Ciągle coś robię, ciągle wymyślam sobie nowe zajęcie. Kilka lat pod rząd mój urlop wiązał się z wyjazdami, gdzieś w Polskę. I choć, nie lubię podróżować, bo strasznie mnie podróże męczą, to chyba tylko wybywając z domu mogłabym zrobić sobie reset.
Pierwsze moje dni wolne, odsypiałam. Wstawałam o której chciałam i było super. Później zaczynała się codzienna rutyna: sprzątanie, pranie, gotowanie... Tyle, że w końcu te obowiązki się kończą, więc co dalej? Szukałam sobie nowych, a jak nie to bezmyślnie leżałam na kanapie i zastanawiałam się, co dalej ze sobą zrobić. Postanowiłam już przed urlopem, że nie będę się zmuszać do żadnych ćwiczeń czy biegania, no i pozwolę sobie na słodycze. Oczywiście w rozsądnych ilościach. Bo urlop to przecież ma być czas relaksu i samych przyjemności, prawda?
Już w poniedziałek dowiedziałam się, że mój tato, również bierze kilka dni wolnego. No przyznam szczerze, załamałam się. Kocham mojego Padre, ale jak on jest w domu to ani ja, ani mama nie możemy odpocząć. Do tego jest już troszkę przy głuchawy, więc głośność telewizora jest na maksa. Przecież to nawet myśli zebrać do kupy nie można, a nie wspomnę już o próbie nawiązania rozmowy. Dlatego ja jestem uwięziona w swoim pokoju, a mama w kuchni, zaś tato próbując nam coś powiedzieć, przekrzykuje swój telewizor.
Jak ten pierwszy tydzień minął bez większych rewelacji, tak ten drugi zaczął się okropnie.
Mój mały Kudłacz! 
Już w poniedziałek, zauważyłam, że mój pies jest mało aktywny, jak na jego możliwości. No, ale normalnie jadł, pił i wychodził na spacery, więc nie zawracałam tym głowy rodzicom. We wtorek coś zaczęło się dziać z nim niedobrego. Kiedy moi rodzice wyszli z domu, goniąc za swoimi obowiązkami, ja kręciłam się po mieszkaniu i wtedy zobaczyłam, że Banzi, nie może stanąć na nogi. Rzuca nim na wszystkie strony świata. Wystraszyłam się, więc szybko zawołałam mamę. Z minuty na minutę stan psa się pogarszał. Zdecydowaliśmy zadzwonić do weterynarza, który przyjechał dopiero po półtorej godzinie... Jednak zanim się pojawił rozmawialiśmy z rodzicami, co zrobimy jeśli weterynarz powie, że trzeba będzie psa uśpić. Moja mama była za tym, że jeśli przyjdzie taka konieczność, to żeby psa nie męczyć i pozwolić mu odejść. Mój tato był w takim szoku, że kompletnie nie wiedział, jaką decyzję podjąć. Widziałam nawet, że gdzieś tam mu się łza puściła. Natomiast ja powiedziałam stanowczo, że nie dam psa uśpić, dopóki nie spróbujemy wszelkich metod, aby go ratować. W końcu to członek rodziny, z którym być może nie zawsze się dogadywałam, ale jak to w rodzinie bywa, kiedy trzeba staje się za bliskimi murem.
Kiedy przyjechał ten Cieć! nawet nie podszedł do psa, aby sprawdzić, co z nim. Wysłuchał tylko opisu sytuacji mojej mamy. Stwierdził: PIES JEST STARY, MA STAN AGONALNY, PSA TRZEBA UŚPIĆ... Jeszcze Ciul jeden kazał nam podjąć szybką decyzję, bo czas leci jak w taksometrze... Że co proszę?! Szczerze, myślałam, że mu kopa w dupę zasadzę!
Tym bardziej postanowiłam na swoim i zarządziłam, aby Banziemu podać jakieś zastrzyki. Nie wiedziałam czy dobrze robię, że tak walczę o jego życie, bo miałam świadomość tego, że 13 letni pies to już naprawdę staruszek i widziałam po nim, że okropnie cierpi. Chciałam temu zwierzakowi ująć tej męki, którą przeżywał w ciszy. Jednak z dnia na dzień psu się polepszało. To napawało nas ogromną nadzieją.
Moja największa Miłość ♥
Wiedziałam, że psa już nie ozdrowię. Jest chory i nic nie poradzimy. Nie chcę go ciągle faszerować chemią i na siłę podtrzymywać przy życiu. Chciałam tylko postawić go na nogi i dać mu możliwość odejść samemu.
Banzi jeszcze jest z nami. Piszę "jeszcze", bo kilka dni temu otrzymał ostatnią dawkę leków i niestety słabnie w oczach... Zostaje nam czekać lub podjąć decyzję.

Aby trochę odreagować stres związany ze stanem zdrowia Banziego, wybrałam się na weekend (długi weekend) do siostry. Co prawda nie był to czas błogiego odpoczynku, bo przy dwójce temperamentnych dzieci jest to niemożliwe, ale cieszę się, że zostałam dłużej, bo nasza kochana pięciolatka, zaczęła uczęszczać do zerówki. Chciałam uczestniczyć w tym ważnym momencie jej życia i wspierać ją. Bardzo się stresowałam, ale przede wszystkim czułam ogromną dumę, że jest taka dzielna.

Wczoraj wróciłam do domu wypompowana z zapasów energii, a już jutro wracam do pracy. Te dwa tygodnie sama nie wiem, kiedy mi uciekły, ale chyba nawet się cieszę, że wracam do normalnego trybu tygodnia.

8 komentarzy:

  1. W zeszłym roku odeszła ode mnie 13 letnia suczka, z którą przeżyłam wiele pięknych chwil :) Strata zawsze boli, ale pamiętaj, że najważniejsze momenty ma się w głowie i sercu.
    Wera

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykro mi, że nie wypoczęłaś zbytnio i przykro mi z powodu małego członka rodziny :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Niektórzy weterynarze podchodza bardzo przedmiotowo do zwierząt. Przykro mi, że tego musiałaś doświadczyć. Mój psiak też już jest starszy, bardzo dużo śpi i czasami się martwię. Jednak kiedy przychodzę z pracy skacze i szczeka, więc chyba nie jest jeszcze aż tak źle. Wiem, że przyjdzie ten dzień, ale nie chcę o tym myśleć... Trzymaj się kochana :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie sytuacje z kochanymi zwierzętami zawsze są trudne :(

    Szkoda, że nie wypoczęłaś na urlopie. Ja od zawsze powtarzam, że po 2tygodniowym urlopie potrzebny jest jeszcze dodatkowy tydzień na specjalny pourlopowy wypoczynek :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozumiem jak to jest z pieskiem - mój ma 11 lat i też różnie z jego zdrowiem, ma gorsze i lepsze dni, aż mi się serce łamie, gdy pomyślę, że może go nie być :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Ehh najgorzej jak się to wszystko tak naraz zwali na człowieka ... Mam nadzieję, że jeszcze będziesz mieć okazję żeby na prawdę wypocząć, bez stresów i kłopotów.

    OdpowiedzUsuń
  7. jeżuuu, biedny piesio! strasznie mi szkoda takich zwierzątek i osobiście raczej uśpiłabym pupila w takiej sytuacji :( niech się nie męczy!

    OdpowiedzUsuń