Obserwatorzy

czwartek, 29 czerwca 2017

Twórcze czwartki: "Rany boskie!"

Na wsi, gdzie mieszkała Martyna, była uważana za złote dziecko. Zawsze uśmiechnięta, miła, pomocna, zabawna, inteligentna i dobra.  Fakt, Martyna była dobrą kobietą, ale zbyt wiele razy dostała po tyłku i kiedy nie musiała udawać, wychodziła z niej wredna suka. Zresztą, życie w mieście ją do tego zmusiło. Inaczej nie osiągnęłaby tego, co ma, tylko z podkulonym ogonem wróciłaby na wieś do rodziców. Nadal klepałaby biedę, odganiając się od starych kawalerów, którzy obiecywaliby jej cudowne życie na gospodarce. Nie była głupia. Widziała, czym to grozi. Nie raz widziała jak matka płacze po kątach z niemocy, a zamiast wsparcia dostawała od ojca lanie. Nie chciała takiego życia dla siebie, dlatego gdy tylko nadarzyła się okazja uciekła ze wsi. Najpierw zamieszkała u wujostwa, którzy obiecali jej pomóc, za co jest im cholernie wdzięczna. Skończyła szkołę, dostała się na studia, znalazła dobrą pracę, w końcu kupiła mieszkanie i samochód. Żyła tak, jak sobie wymarzyła.
Kiedy wujcio Stefan zmarł, obiecała sobie, że nie zostawi cioci samej. Pomogła jej zająć się pogrzebem i innymi sprawami związanymi ze śmiercią wuja. Jednak, żałoba cioci nie trwała długo, bo już kilka tygodni po jego śmierci oznajmiła Martynie, że wyrusza w podróż dookoła świata. Co było jej wielkim marzeniem od zawsze. Minął rok od ich pożegnania na lotnisku, skąd zmierzała do Ameryki Południowej. „Na początek – Brazylia”, powiedziała, kiedy rezerwowała bilet lotniczy. Co jakiś czas ciocia Hela przysyła Martynie pocztówki z różnych zakątków świata. Zasłużyła na takie wakacje – myślała, co rano przy porannej kawie zerkając na lodówkę oklejoną pocztówkami. Życie z wujkiem Stefanem nie było usłane różami, choć trzeba mu przyznać, że na starość starał się jak mógł jej to wynagrodzić.
Była niedziela, więc Martyna, jak co tydzień przygotowywała się do podróży w rodzinne strony. Co niedzielę jeździła do rodziców, aby spędzić z nimi trochę czasu, mimo, że wiązało się to z uczęszczaniem na popołudniowe msze. Przed wyjazdem z miasta wstąpiła jeszcze do sklepu na małe zakupy. Zawsze przywoziła rodzicom owoce, jakieś słodkości i oczywiście skromny upominek. Mamie kupiła nową sukienkę, która na pewno jej się spodoba i będzie do niej pasowała, a ojcu jak zwykle dobry trunek i smakołyki z cukierni naprzeciwko jej mieszkania, bo tatuś lubił zjeść, a gdy jadł nie zadawał kłopotliwych pytań, których Martyna szczerze nienawidziła i psuły jej humor na resztę dnia.
A jej wcale nie w głowie była żeniaczka. Uważała, że jeszcze ma czas. W końcu miała zaledwie dwadzieścia pięć lat, była młoda i chciała jeszcze poszaleć. Korzystać z życia, podróżować, poznawać nowe miejsca, potrawy i nowych mężczyzn. A miała ich wielu w swoim życiu. Zwykle spotykała się z nimi nie dłużej niż trzy spotkania… w łóżku. Kiedy zaczynali biadolić o tym, jaka jest wyjątkowa i jak bardzo chcieliby poznać ją bliżej, wycofywała się.
W piątek wybrała się do najekskluzywniejszego klubu w mieście. Schodziły się tam najbogatsi ludzie w okolicy. Biznesmeni, prawnicy, politycy, gwiazdy muzyki i kina a także modelingu. Lubiła tam przebywać, czuła się wyróżniona, bo nie wpuszczali tam byle kogo. Wiedziała jak wykorzystać swój urok osobisty, wiedziała jak i kogo nim oczarować, aby w życiu wiodło jej się lepiej. Zresztą była piękną kobietą, inteligentną, wygadaną, zabawną i ludzie za to właśnie ją lubili. Nie musiała specjalnie się wysilać, aby wkupić się w nowe grono znajomych. A miała ich naprawdę wielu, ale nie potrafiła nikomu zaufać na tyle, aby się z kimś zaprzyjaźnić. W świecie, w którym żyła, nie było miejsca na przyjaźń. Dlatego tym razem poszła do klubu sama. Chciała się zabawić.  Nie miała zamiaru „łowić”, po prostu chciała potańczyć, napić się kilka drinków, a później zamówić taksówkę i wrócić do domu. To był jej sposób relaksu po ciężkim dniu w pracy.
Na początek wypiła setkę, po czym wyszła na parkiet i zaczęła bujać się w rytm muzyki. Czuła się swobodnie. Wiedziała, że wiele ludzi, a zwłaszcza mężczyzn jej się przygląda, ale miała to gdzieś. Podeszła do baru po kolejną setkę i znów wtopiła się w tłum tańczących. Uwielbiała tańczyć i była w tym dobra. Miała niesamowite wyczucie rytmu i do tego nieziemskie pośladki, którymi wiedziała jak zakręcić.
Martyna zatraciła się w tańcu. Nie zauważyła, że z drugiego końca sali, ktoś jej się przygląda. Poczuła tylko dziwne mrowienie na ciele, ale kiedy otworzyła na chwilę oczy i omiotła salę wzrokiem nie znalazła żadnych wpatrzonych w nią oczu. Postanowiła nie przejmować się reakcją jej ciała i znów wpadła w trans. Nagle poczuła na swoich biodrach czyjeś dłonie, które przyciągnęły ją do siebie i próbowały złapać jej rytm. Już chciała się odwrócić i zbesztać tego, który pozwolił sobie na takie posunięcie, ale gdy spojrzała na mężczyznę stojącego przed nią, zaniemówiła. Ujrzała mega przystojnego mężczyznę. Brunet, zielone oczy, trzydniowy zarost, ciemna karnacja, wysoki, zadbany i świetnie ubrany. Na widok jej miny roześmiał się w głos. Ona również zaczęła się śmiać, po czym bez słowa znów zaczęli tańczyć.
- Cześć, jestem Patryk. A Ty? -  Przedstawił się, próbując przekrzyczeć muzykę.
- Martyna. – Odkrzyknęła.
Nie rozmawiali zbyt wiele, bo przez głośną muzykę ciężko było rozmawiać, ale świetnie dogadywali się w tańcu. Spędzili resztę wieczoru razem na parkiecie, od czasu do czasu podchodząc do baru wypić kolejną setkę.
Nad ranem po kilku drinkach i godzinach na parkiecie, Martyna czuła się wykończona, więc postanowiła pożegnać się z nieznajomym i wrócić do domu.
- Ja już będę uciekać, jestem okropnie zmęczona.
- Tak szybko? Impreza się dopiero rozkręca. – Odpowiedział Patryk.
- Ja już na dzisiaj kończę, ale miło było cię poznać i ogromne dzięki za towarzystwo na parkiecie. – Przysunęła się do mężczyzny i dała mu szybkiego całusa w policzek – Baw się dobrze. – Dodała.
Źródło: Internet
Wtedy wszystko zadziało się tak szybko. Patryk złapał ją za rękę i pociągnął za sobą w stronę męskiej ubikacji, w której ku zaskoczeniu Martyny działy się przeróżne rzeczy. Zaciągnął ją do jednej z wolnych kabin, zamknął za nimi drzwi i zaczął ją całować. Całował ją tak, jak nikt nigdy wcześniej i strasznie jej się to podobało. Czuła jak wzrasta w niej pożądanie. Oderwał na chwilę usta i spojrzał jej w oczy. Patrzył długo, a w spojrzeniu miał coś, co sprawiło, że aż przeszły ją dreszcze. Lekko skinęła głową, sama nie wiedząc, dlaczego to robi. Tej nocy kochali się kilkakrotnie. W męskiej ubikacji, w taksówce i u niego w mieszkaniu.
Był namiętny, elektryzujący, podniecający. Nigdy wcześniej nie spotkała takiego mężczyzny. Choć wszystko ją bolało, to czuła się spełniona, ale jeszcze nienasycona. I obserwując śpiącego Patryka, zastanawiała się, co ten facet ma w sobie, że straciła dla niego głowę. Miał w sobie jakąś tajemnicę, którą koniecznie chciała odkryć. Postanowiła, że rano spróbuje go o wszystko wypytać. I zasnęła.
Kiedy obudziła się, zastała Patryka na kolanach, z zamkniętymi oczami, złożonymi dłońmi i szepczącego coś do siebie. Czyżby się modlił? Ten widok tak ją zszokował, że nie wiedziała jak się zachować. Postanowiła mu jednak nie przerywać.
Kiedy skończył i wstał z kolan, odezwała się.
- Dzień dobry Przystojniaku!
Uśmiechnął się do niej nieśmiało i lekko poczerwieniał.
- Dzień dobry. – Odpowiedział. -  Wyspałaś się?
- Tak, spało mi się wyśmienicie. – Zamruczała jakby chciała potwierdzić swoje słowa.
- To bardzo się cieszę, zamówiłem ci śniadanie. Pewnie jesteś głodna?
Martyna zauważyła, że Patryk jest jakiś dziwny. Unika jej spojrzenia i gdzieś ulotniła się jego pewność siebie.
- Hm? Wszystko okej? – Wyrwał ją z zamyślenia.
- Yyy.. Tak, jestem okropnie głodna. – Odpowiedziała.
Patryk poszedł do łazienki i przyniósł jej szlafrok. Kiedy zrzuciła z siebie kołdrę i stanęła przed nim naga, odwrócił głowę. Podeszła do niego bliżej, złapała za twarz i pocałowała go. Nie czuła już tej namiętności w jego pocałunkach, co w nocy. Jakby sprawiało mu to fizyczny ból. Odsunęła się urażona, ubrała szlafrok i usiadła przy niewielkim stoliku do śniadania. W tym czasie Patryk zniknął w łazience.
Kiedy wyszedł, był już kompletnie ubrany. Martyna miała wrażenie, że robi wszystko, aby na nią nie spojrzeć.
- Możesz mi powiedzieć, co się dzieje? – Zapytała. Patryk w końcu spojrzał na nią, jej znowu przeszły dreszcze. Podszedł powoli, przykucnął przed nią i odpowiedział.
- Nic, wszystko jest w jak najlepszym porządku. – Uśmiechnął się do niej uspokajająco i pocałował ją w czoło nieco za długo. – Zostawiłaś coś dla mnie? – Zapytał.
Nie bardzo ją to przekonało. Spodziewała się czegoś innego. Namiętnego seksu na „dzień dobry”, a później namiętnych pocałunków na „do widzenia”.  Poszła pod prysznic, ale myślami ciągle wracała do dziwnego zachowania Patryka. Ubrała się w wczorajsze ciuchy, stwierdzając, że jej ulubiony komplet czerwonej koronkowej bielizny leży na podłodze w kilku kawałkach.
Patryk odprowadził ją do holu hotelowego.
- Zamówiłem ci taksówkę. – Powiedział wciąż nie patrząc na nią.
- Dziękuję, nie musiałeś. Poradziłabym sobie.
W końcu na nią spojrzał, zbliżył się do niej. Chwycił za twarz i kciukiem gładził po policzku.
- Musiałem, chcę byś bezpiecznie dotarła do domu. – Odpowiedział łagodnym głosem, po czym dodał. – Martyna nigdy o tobie nie zapomnę, jesteś wyjątkowa. Bardzo dziękuję ci za wczorajszy wieczór.
- Ja również ci dzięk… - przerwał jej w połowie zdania pocałunkiem.
- Przepraszam… - pocałował ją w czoło, odwrócił się i odszedł.
Martyna kilkakrotnie odtwarzała zdarzenia tamtego wieczoru i poranka w myślach. Kompletnie nie rozumiała zachowania Patryka. Zresztą swojego też. Dlaczego w ogóle zaprząta sobie nim głowę? Przecież wiedziała, że to będzie tylko przelotny seks, że więcej nie spotka tego mężczyzny. Wczoraj był Patryk, za tydzień będzie inny.
Z zamyślenia wyrwało ją puknie w samochodową szybę. To mama. Ze zdziwieniem stwierdziła, że jest już na miejscu. Ile musiała tak siedzieć pogrążona w myślach?
- Dobrze się czujesz córeczko? – Zapytała zmartwiona mama. – Siedzisz tak od pół godziny i nie wchodzisz do środka, więc wyszłam sprawdzić czy coś się stało?
- Nie, wszystko jest dobrze mamusiu. Po prostu droga mnie troszkę zmęczyła. Chciałam chwilę dychnąć zanim wejdę do środka. – Odpowiedziałam uspokajająco.
- Za dużo pracujesz córcia. – Skwitowała mama.
-Wiem, wiem…
Weszły do środka. Na stole czekał już podany pięknie pachnący obiad. Przywitała się z ojcem i poszła umyć ręce, a następnie razem usiedli do stołu. Po obiedzie, jak co niedzielę, mama zaparzyła kawę i podała pyszne domowe ciasto, w tym czasie Martyna poszła do samochodu po drobiazgi, które przywiozła rodzicom. Przed godziną osiemnastą, mama przebrała się w swoją nową „kościołową” sukienkę i wspólnie udali się na mszę.
Rodzice Martyny byli bardzo wierzący. Ona również kiedyś była, ale życie, jakie poznała, bardzo zmieniło jej poglądy. Mimo to, aby nie robić przykrości rodzicom, co niedzielę uczęszczała we mszy, bo wiedziała, że jest to dla nich ważne.
Po wejściu do kościoła, każde z nich poszło w swoją stronę. Mama do trzeciego rzędu, ojciec na balkon, a Martyna stanęła z boku przy drzwiach. Często tam stawała. Nikomu tam nie przeszkadzała, nie zajmowała nikomu miejsca, mogła swobodnie obserwować ludzi wchodzących do kościoła i siedzących przed nią w ławkach, no a przede wszystkim mogła swobodnie pogrążać się w swoich myślach. Co i tym razem uczyniła.
Jej myśli ciągle krążyły wokół Patryka i ich wspólnej namiętnej nocy. Nie mogła uwierzyć, że dała się tak omotać jakiemuś tam facetowi. Choć z drugiej strony uważała, że Patryk nie był zwykłym mężczyzną. Kompletnie różnił się od tych, z którymi wcześniej miała do czynienia. Był cudowny. Boski…

Wtedy Martyna podniosła na chwilę wzrok ponad głowy wiernych i zauważyła go. Przy mównicy ubrany w mszalne szaty stał i głosił kazanie Patryk. Przez chwilę myślała, że ma omamy.

4 komentarze:

  1. Noooo, to dobre jest! Wszystko się tu działo dość szybko, ale czułem trochę klimat jak z "Kompleksu Boga" ... spodziewałem się, że ktoś ją porwie, albo zamorduje w imię Boga ... a tu zbłąkany ksiądz ... ciekawie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym chciała opisać wszystko szczegółowo, wyszłaby z tego książka ;)

      Usuń
  2. Ulala, co za historia!
    No i główna bohaterka, ma piękne imię :D

    OdpowiedzUsuń