Tablica ogłoszeń!

Informuję, że tekst, który pojawił się z dniem dzisiejszym na blogu, tj.17.08. br. jest tekstem mojego autorstwa i został on przeniesiony z bloga "Just one more page...", którego również jestem autorką, a którego działalność zamierzam zamknąć.
Pozdrawiam serdecznie,
Ewelina!

czwartek, 1 czerwca 2017

Niespodziewane spotkanie!

Za oknem już ciemno. Słychać odbijający się deszcz o parapet i szum wiatru. Próbuję skupić się na tych dźwiękach, aby odgonić od siebie myśli związane z naszą kolejną kłótnią. Mam dość! Kłótni, wiecznych pretensji i ciągle niewyjaśnionych spraw. Chciałabym powiedzieć mu, żeby spieprzał i jak bardzo go czasami nienawidzę! Powstrzymuję się jednak, bo wiem, że to także źle zrozumie. Nie mam siły ciągle z nim walczyć, tłumaczyć mu, a później czuć się winną, bo to właśnie ja miałam odwagę powiedzieć głośno, co myślę.
Zagłuszam w sobie wszystkie emocje, bo gdybym wybuchła doszłoby do katastrofy. Jednak dzisiaj są zbyt silne i nie mogę sobie z nimi poradzić. Czuję, że rozsadzą ściany, jeśli coś z nimi nie zrobię.
Ubieram się i wychodzę na ścianę deszczu.  Nie zakładam kaptura, chcę by deszcz ukoił moje zszargane nerwy. Pomaga, choć nie do końca. Ruszam z miejsca. Idę przed siebie, mijam ludzi, mijam budynki. Zwykle obserwuję te ulice z ukrycia, dziś przemierzam je jawnie. Nie obchodzi mnie, że zwracam na siebie kogoś uwagę. Mijam ostatni latarnie i skręcam w prawo. Idę w ciemność, trochę po omacku, ale nogi doskonale wiedzą gdzie stawiać kroki. Docieram na miejsce i uświadamiam sobie, gdzie jestem. Na głos wypowiadam pytanie "po kiego licha mnie tu przygnało?". Przede mną stoi stara altana. To tu poznałam Piotrka. To tu spędziłam z nim wiele magicznych chwil. 
Wyciągam telefon z kieszeni i włączam latarkę.  Oświetlam słabym światłem altanę. Z zewnątrz nic się nie zmieniło. Podchodzę bliżej i lekkim pchnięciem otwieram skrzypiące drzwi. Uśmiecham się na ten dźwięk. To także zostało bez zmian. Automatycznie podchodzę do miejsca gdzie kiedyś była stara nocna lampka. Ku mojemu zaskoczeniu, nadal tam jest i działa. Oświetla wnętrze altany. Rozglądam się wokół i zastanawiam się czy przez te wszystkie lata nikt jej nie odkrył, a może nie miał odwagi tu wejść? Ze zdziwieniem stwierdzam, że i we wnętrzu czas się zatrzymał.
Źródło: Internet! 
Siadam na starej kanapie, wciąż przykrytą kocem mojej babci. Po ciele przechodzi mnie zimny dreszcz. Biorę przykurzony koc i nakrywam się nim. Czuć na nim wilgoć, kurz, ale coś jeszcze... Słaby zapach jego perfum, który przywołuje wspomnienia. Zamykam oczy, aby odtworzyć wspomnienia w głowie jeszcze dokładniej, a kiedy je otwieram, zauważam, że nie jestem sama. W kącie altany na starym fotelu ktoś siedzi. Próbuję złapać ostrość i dostrzec postać siedzącą w cieniu. Nie! To niemożliwe! Z fotela przygląda mi się Piotr. Jego widok przywraca wspomnienia naszego ostatniego spotkania w tym miejscu. Tak jak teraz siedział w tym fotelu z twarzą schowaną w dłoniach, milczący, zły.
Bez słowa wstaję i chcę wyjść. Zrywa się na równe nogi i podbiega do mnie, chwyta mnie za rękę. Patrzę na niego wzrokiem pełnym gniewu i spojrzeniem daję mu do zrozumienia, że mam mnie w tej chwili puścić. Otwieram drzwi, a za plecami słyszę jego głos.
- Nie wychodź, proszę.
Zatrzymuję się w progu i zerkam na niego przez ramię. Cofnął się z uniesionymi rękami w stronę fotela. Chwilę się waham, ale odwracam się w jego stronę zamykając za sobą drzwi.
- Co ty tu robisz? - pytam może zbyt ostro. - Śledziłeś mnie?
- Czekałem tu na Ciebie... - odpowiada i nastaje niezręczna cisza.
- Co ty wygadujesz? Siedziałeś tu dziewięć lat i czekałeś, aż się zjawię? - pytam. - Oszalałeś!
Zaśmiał się lekko i odpowiedział.
-Nie Wariatko... ale przychodziłem tu codziennie z nadzieją, że pewnego dnia się tu zjawisz. I oto jesteś!
Patrzyliśmy na siebie przez dłuższą chwilę w milczeniu. Jego niebieskie oczy nic się nie zmieniły, choć na twarzy widać upływ czasu. Zauważył, że świdruję go wzrokiem. Coś w jego oczach sprawiło, że zaczęłam płakać. Dopadły mnie emocje, przed którymi próbowałam schronić się w tej starej altanie. Czułam się, jakbym rozsypała się na kawałeczki. Schowałam twarz w dłoniach, głośno szlochając na środku niewielkiego pomieszczenia. Piotr stał przede mną jak wryty. Chyba nie wiedział jak ma się zachować. Po chwili wahania niepewnie zbliżył się do mnie i zamknął w silnym uścisku swoich ramion. Nie protestowałam, w tym momencie cholernie tego potrzebowałam. Wtulona w jego klatkę piersiową, otulona jego zapachem, rozluźniłam napięte mięśnie. Poczułam się jakby jego ramiona były moim azylem, miejscem, którego od bardzo dawna nie mogłam znaleźć. Sama nie wiem, czemu, znowu zaczęłam płakać.
- Ciiii.... nie płacz. Jestem przy tobie. Teraz już wszystko będzie dobrze.
Uniosłam głowę do góry, aby spojrzeć mu ponownie w oczy. Może chciałam zobaczyć w nich potwierdzenie jego słów. Wtedy musnął mnie ustami w czoło. Dotyk jego ust na mojej skórze przyprawił mnie o dreszcz. Chyba również je poczuł, bo uśmiechnął się łobuzersko.
Oswobodziłam się z jego objęć i usiadłam na kanapie. Przysiadł obok, nie odrywając ode mnie wzroku.
- Czemu mi się tak przyglądasz?  - zapytałam nieco speszona.
- Zastanawiam się, o czym myślisz. - nasze oczy znowu się spotkały. Coś ukuło mnie w okolicy mostka.
- O Tobie... - znowu uraczył mnie łobuzerskim uśmiechem. Nagle przypomniało mi się, że to właśnie tym uśmiechem mnie oczarował, kiedy byliśmy jeszcze nastolatkami.
- O mnie? A o czym dokładnie? Jeśli mógłbym wiedzieć?
Biłam się myślami, czy powiedzieć mu prawdę.
- O tym, że bardzo dobrze cię widzieć. - odpowiedziałam na jego pytanie, nie do końca mówiąc prawdę.
Przysunął się do mnie bliżej. Odruchowo wstałam, on znowu stanął przede mną.
- No powiedz to.
- Co mam powiedzieć? - zapytałam, udając, że nie wiem, o co mu chodzi.
Przybliżył się tak, blisko, że dotykaliśmy się czubkami nosów.
- Kłamczucha. - nachylił się jakby chciał mnie pocałować. - Powiedz to.
Musnął ustami moje usta. Przygryzłam wargę żeby powstrzymać chęć pocałowania go. Oparł czołem o moje czoło.
- Dobrze, to ja powiem. - odparł i otulił mnie jego ciepły oddech. - Tęskniłem za tobą! Za twoimi zielonymi oczami, smakiem twoich ust, za twoim zapachem, dotykiem, za twoim śmiechem. Tęskniłem za naszymi rozmowami do białego rana. Każdą komórką ciała chciałem mieć cię z powrotem dla siebie.
Mimowolnie uśmiechnęłam się. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że mam zamknięte oczy. Kiedy je otworzyłam napotkałam jego spojrzenie.
- Teraz twoja kolej. - szepnął.
- Mam chłopaka. Muszę już iść.
Jego mina zdradzała ogromny zawód i zaskoczenie.
- Przepraszam... -  dodałam, próbując się wydostać z jego uścisku. Stanęłam w progu altany i spojrzałam na niego przez ramię.  Stał z głową spuszczoną w dół, smutny.
Podeszłam do niego. Podniósł głowę, wtedy chwyciłam go za twarz i pocałowałam. Nie spodziewał się tego, ale odwzajemnił mój pocałunek.
- Teraz cię nie wypuszczę. - powiedział, zamykając mnie w niedźwiedzim uścisku, całując mnie znowu w usta.
- Wrócę, ale teraz musisz mnie puścić. - niechętnie wypuścił mnie z objęć.
Wyszłam.


Wiedziałam, że on będzie na mnie nadal tu czekał, czułam to w jego silnych ramionach, w jego pocałunkach. Ja jednak nie zamierzałam wrócić...