Tablica ogłoszeń!

Informuję, że tekst, który pojawił się z dniem dzisiejszym na blogu, tj.17.08. br. jest tekstem mojego autorstwa i został on przeniesiony z bloga "Just one more page...", którego również jestem autorką, a którego działalność zamierzam zamknąć.
Pozdrawiam serdecznie,
Ewelina!

sobota, 17 czerwca 2017

Chytry dwa razy traci?


Wyobraź sobie, że idąc ulicą, na przykład wyprowadzając swojego czworonoga na spacer, znajdujesz skórzaną, niewielką, męską saszetkę. Omijasz ją, "niechcący" trącając nogą. Stwierdzasz, że jest ciężka, więc cofasz się i ponownie szturchasz ją butem. Rozglądasz się, ale nie widzisz nikogo, więc się schylasz i podnosisz. Podrzucasz dwa razy w dłoni. Jest cięższa niż ci się początkowo wydawało. Czujesz ogromną pokusę, aby zajrzeć do jej środka. Na wszelki wypadek jeszcze raz się rozglądasz czy ktoś właśnie nie biegnie z bladą twarzą, krzycząc, że to jego zguba. Otwierasz ją i z wrażenia wybałuszasz oczy, bo w środku znajduje się, tak na oko licząc 100 tysięcy złotych w stu złotówkach.
Odruchowo, znowu się rozglądasz. Nadal jesteś sam. Ty i skórzana saszetka pełna kasy.
Przeszukujesz jej pozostałe kieszenie, ale nie znajdujesz żadnych dokumentów naprowadzających cię, kto jest właścicielem tej zguby. Serce zaczyna bić ci szybciej, bo to oznacza, że właśnie stałeś się posiadaczem ogromnej gotówki. Co robisz?
Znów się rozglądasz, tym razem bardziej dokładnie i zastanawiasz się czy nikt nie zauważył, że coś podnosisz z ziemi. Chowasz saszetkę pod kurtkę i starasz się zachowywać naturalnie, po czym oddalasz się z miejsca, czując na brzuchu ciepło, które zdaje się wydobywać z saszetki. Wracasz do domu, zapominając, w jakim calu z niego wyszedłeś. Wchodzisz do środka, zamykasz drzwi na wszystkie możliwe zamki, zamykasz i zasłaniasz okna. Upewniasz się jeszcze raz czy drzwi są porządnie zamknięte. Kładziesz saszetkę na stole w salonie, a sam siadasz na drugim końcu pomieszczenia, wpatrując się w nią jakby miała nagle ożyć.  Mija godzina, dwie, trzy... nie ruszasz się z miejsca i nadal czekasz. Na co? Może przemówi? A może czekasz, bo za chwilę okaże się, że jednak ktoś cię widział i właściciel zguby zapuka do twoich drzwi?
Nadal nic.
W końcu zaczynasz się zastanawiać, co z tym fantem zrobić. Zatrzymać pieniądze i nie mówić nic nikomu? Zacząć nowe, lepsze życie, czy odnieść pieniądze na policję, aby oni ustalili, kto jest ich właścicielem.
Co wybierzesz?

Przedstawiłam tę historyjkę mamie, siostrze i dwójce moich przyjaciół. Z tej krótkiej sondy wyszło 3:1 dla zatrzymania pieniędzy. Tylko moja siostra powiedziała, że odniosłaby pieniądze na policję.
Źródło: Internet


Historyjka powstała w mojej głowie. Poszłam na spacer i biadoliłam nad swoim życiem. A bo to praca niesatysfakcjonująca, ciągle brakuje mi pieniędzy, wszystkiego muszę sobie odmawiać, a to wygląd nie taki, a żeby coś zmienić to znowu trzeba mieć pieniądze i tak w kółko. Aż w końcu pomyślałam, że fajnie by było znaleźć takie "niczyje" pieniądze. Może nie od razu 100 tysięcy złotych. Moja wyobraźnia podsunęła mi listę rzeczy, które mogłabym sobie za te pieniądze kupić.
Mieszkanie, samochód, nowy komputer... coś, co pomogłoby mi na starcie, bo na resztę sobie zapracuję.
Jednak po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że chyba jestem zbyt dużym tchórzem i koniec końców, gdybym znalazła taką saszetkę, odniosłabym ją na policję. Znając moje "głupie" szczęście, a może bardziej mojego pecha, ktoś prędzej czy później zgłosiłby się po te pieniądze. I podejrzewam, że nie byłby to jakiś miły starszy pan, ale jakiś mafiozo, który kazałby mi oddać pieniądze w ciągu tygodnia, w przeciwnym razie zabije mnie i moją rodzinę. A gdyby jakimś cudem udało mi się zgromadzić kwotę z saszetki, to i tak pewnie kazałby mi spłacać "odsetki".

Dlaczego piszę o tej historyjce? Przecież nie jedna przetoczyła się przez moją głowę i była być może bardziej interesująca. Otóż, ta historyjka uświadomiła mi jedną bardzo ważną rzecz.
W moim życiu nie nadejdą żadne zmiany, dopóki nie przestanę bać się ryzykować, nie przestanę bać się zmian...
A ja cholernie boję się postawić wszystko na jedną kartę.